Przypnij
To opowiadanie fikcyjne. Bohaterowie, szkoła i przedstawione wydarzenia zostały wymyślone. Historia zaczyna się od drobnych monet wysypanych na ladę i prezentu, z którym dziesięcioletnia dziewczynka wiąże więcej nadziei, niż potrafi powiedzieć.
1. Dwie złotówki pod ladą
Dwuzłotówka potoczyła się po szklanej ladzie, uderzyła w stojak z etui i zniknęła po stronie optyczki. Nela natychmiast przykucnęła, choć stamtąd nie mogła jej zobaczyć. Miała gorące uszy. Przez całą drogę powtarzała sobie, że wyjmie pieniądze spokojnie, jak mama w piekarni. Teraz przed nią leżała rozsypana góra monet, a pani Helena czekała na krześle przy lustrze.
, Mam ją, powiedziała optyczka, podnosząc monetę., Nic nam nie uciekło.
Postawiła obok niewielką tackę. Nela zaczęła układać piątki osobno od dwójek. Mama nie pomagała. Stała blisko, z torbą przewieszoną przez ramię, i pilnowała tylko, żeby pieniądze znów nie spadły.
Okulary były już gotowe. Kilka dni wcześniej przyszły tutaj we trzy: Nela, jej mama Marta i pani Helena, która pracowała w szkolnej szatni, a popołudniami doglądała sali zajęć. Helena przyniosła dokument z ostatniego badania i sama wybrała bordowe oprawki. Optyczka zajęła się resztą. Nela wcześniej wyobrażała sobie, że po prostu wskaże najładniejszą parę na wystawie. Dopiero tutaj zobaczyła, ile pytań trzeba zadać osobie, która będzie ją nosiła.
, Te się pani podobają naprawdę?, upewniła się wtedy.
, Naprawdę. Brązowe nosiłam wystarczająco długo.
Stare okulary pękły, kiedy ze stołu zsunęła się ciężka skrzynka z dekoracjami. Helena miała drugą parę w domu, ale podczas pracy co chwilę ją poprawiała.
Nowe kosztowały trzysta sześćdziesiąt złotych. W puszce po herbacie Nela uzbierała trzysta osiemdziesiąt sześć. Były tam pieniądze z urodzin, odłożone kieszonkowe i banknot od cioci, który od lutego pachniał jej perfumami. Miała kupić używany rower z przerzutkami. Obecny był za mały; kolana podchodziły jej prawie pod brodę.
Gdy zaproponowała prezent, Helena najpierw odmówiła. Potem długo rozmawiały przy szkolnym stole, już z Martą.
, Nie chcę, żebyś jutro żałowała, powiedziała Helena.
, Będę żałowała roweru, odpowiedziała Nela po namyśle., Ale okularów nie.
Na to Helena nie znalazła od razu odpowiedzi. Ostatecznie ustaliły kwotę, a Marta dała córce dwa dni na zmianę decyzji.
Teraz optyczka przesunęła w ich stronę zamknięte etui. Helena założyła okulary, spojrzała w lustro, potem na Nelę. Uśmiechnęła się trochę niepewnie, jakby to ona była dzieckiem obdarowanym czymś zbyt dużym.
, Dziękuję. Bardzo mi się podobają.
Nela podsunęła jej jeszcze małą kartkę. Narysowała na niej wieżę na czterech kółkach i napisała: „Na dalszy ciąg”. Helena pogładziła papier kciukiem, schowała go do etui i objęła dziewczynkę ramieniem.
Za witryną padał drobny październikowy deszcz. Nela patrzyła na odbicie ich trzech w szybie. Była pewna, że właśnie naprawiła coś znacznie większego niż okulary.
2. Pokój za salą gimnastyczną
Pokój, w którym budowały teatr, mieścił się za salą gimnastyczną. Na drzwiach zostały ślady po tabliczce, a pod oknem stała szafka pełna rzeczy, których nikt nie umiał wyrzucić: pojedynczych rękawiczek, bębenka bez pałeczki, szpul grubych nici. Helena wiedziała, co można wykorzystać, a co tylko zajmuje miejsce.
Nela trafiła tam poprzedniej zimy. Marta zmieniła godziny pracy i odbierała ją pod koniec działania świetlicy. Któregoś popołudnia dziewczynka zobaczyła przez otwarte drzwi wielkiego papierowego ptaka.
, On jest zepsuty?, zapytała.
, Jeszcze niedokończony, odpowiedziała Helena., To zupełnie inny stan.
Pozwoliła jej przytrzymać skrzydło. Następnego dnia Nela przyszła sprawdzić, czy ptak już lata.
Od tego zaczęły się wtorki z kartonem i piątki z klejem. Kiedy wychowawczyni zaproponowała jesienny wieczór opowieści, Nela zgłosiła własny teatr cieni. Napisała historię o dziewczynce mieszkającej w wieży na kółkach. Wieża mogła podróżować po całym świecie, lecz jej mieszkanka bała się pierwszego zakrętu.
Nela nie chciała występować przed widownią. Wolała przesuwać papierowe postacie za jasnym płótnem. Helena tego nie komentowała. Pytała tylko, po której stronie ma stanąć lampa i dlaczego bohaterka zabiera w podróż pustą doniczkę.
, Bo jeszcze nie wie, co w niej posadzi, wyjaśniła Nela.
, W takim razie zostaw jej miejsce w walizce.
W poniedziałek, po odebraniu okularów, zaszły do szkoły po pozostawioną przez Helenę torbę. W pokoju czekała niedokończona wieża. Jedno kartonowe koło odklejało się od osi.
, Teraz zobaczy pani wszystkie moje krzywe cięcia, powiedziała Nela.
, Widziałam je wcześniej. Miałam tylko dobre maniery.
Dziewczynka parsknęła śmiechem. Usiadła przy stole i przytrzymała koło, gdy Helena nakładała klej. Marta zajrzała do środka, powiedziała, że poczeka na korytarzu, i zostawiła drzwi otwarte.
Na parapecie stały dwa puste kubki. Nela zauważyła, że z szafki zniknął ceramiczny kot Heleny, ten z odłamanym uchem. Zamiast niego leżał zwinięty kawałek sznurka.
, Gdzie kot?
, Zabrałam do domu. Łatwiej pakować po trochu.
Nela pomyślała o porządkach przed zimą. W ostatnich tygodniach dorośli ciągle coś segregowali, wynosili pudła, sprawdzali spisy. Helena wspominała też o emeryturze. Dla Neli było to słowo należące do odległej przyszłości, takiej, w której ona sama będzie już chodzić do innej szkoły.
, Ale w piątek będzie pani przy lampie?, zapytała.
, W piątek będę.
To wystarczyło. Nela docisnęła koło i policzyła do trzydziestu. Nie zauważyła, że Helena chciała powiedzieć coś jeszcze. Usłyszała wołanie mamy, więc pobiegła po kurtkę, zostawiając na stole mokry od kleju odcisk palca.
3. Policjant i drewniana walizka
Następnego ranka wychowawczyni zatrzymała Nelę przy drzwiach klasy.
, Chodź ze mną do sekretariatu. Policjant o ciebie pytał.
Nela ścisnęła pasek plecaka. W jednej chwili przypomniała sobie rower zostawiony kiedyś przy niewłaściwym wejściu, pękniętą szybkę w szkolnej gablotce i wszystkie monety liczone poprzedniego dnia.
Nauczycielka zobaczyła jej twarz i od razu dodała:
, Nie stało się nic złego. Przyjechał na umówione zajęcia o drodze do szkoły i przyniósł ci coś od pani Heleny.
Nela wypuściła powietrze. Nadal jednak szła tak ostrożnie, jakby w korytarzu nagle pojawiły się kałuże.
W sekretariacie stał wysoki mężczyzna w granatowym mundurze. Przy jego nodze leżała drewniana walizka z mosiężnym zatrzaskiem. Na jednym rogu miała jasną plamę po zerwanej naklejce.
, Nela? Jestem Jan Wolski, syn pani Heleny, przedstawił się., Mama poprosiła, żebym to przywiózł. Podobno przyda się wam do przedstawienia.
Postawił walizkę na wolnym stole. Dopiero kiedy wychowawczyni skinęła głową, dziewczynka podeszła bliżej. W środku znajdowała się mała drewniana scena. Miała prowadnice, szpulkę ze sznurkiem i korbkę, którą można było przesuwać dekoracje.
, Mama robiła w tym teatr dla mnie i mojego brata. Zawsze kazała nam siedzieć daleko od kurtyny, żebyśmy nie podglądali mechanizmu.
Nela dotknęła korbki. Drewno było wygładzone na uchwycie, ciemniejsze od reszty.
, Ona powiedziała, że spróbuje to znaleźć?
, Znalazła przy pakowaniu. W sobotę ją przeprowadzamy, więc teraz wszystko wyłazi z szaf.
Dziewczynka odsunęła rękę.
, Dokąd?
Jan spojrzał na wychowawczynię.
, Do jej siostry. Niedaleko morza. Myślałem, że…
Urwał. Nela patrzyła na wyłożone wyblakłym papierem wnętrze walizki. W prawym rogu ktoś narysował ołówkiem mały księżyc.
, Na długo?
, Tam będzie teraz mieszkała.
Za ścianą zadzwonił telefon. Sekretarka ściszyła głos, odpowiadając. Nela słyszała każde kliknięcie jej długopisu, jakby ktoś stukał nim tuż przy jej uchu.
, Przecież dostała nowe okulary, powiedziała.
Jan przez chwilę milczał.
, Tak. Pokazywała mi je wczoraj. Bardzo się cieszy.
, To po co wyjeżdża?
Nie potrafił odpowiedzieć tak, żeby te dwa zdania do siebie pasowały. Wychowawczyni przysunęła Neli krzesło, ale dziewczynka nie usiadła.
, Nie musisz teraz nic z tym robić, powiedział Jan, wskazując walizkę., Zostawię ją tutaj. Mama chciała przyjść z nią sama, ale rano musiała załatwić sprawy związane z przeprowadzką.
Nela skinęła głową. Zapytała, czy może wrócić do klasy. Kiedy nauczycielka otworzyła drzwi, obejrzała się jeszcze na małą scenę. Wyglądała jak coś oddanego, bo przestało być potrzebne.
4. Zdanie, którego nie było na kartce
Po lekcjach Nela nie poszła do pokoju za salą. Usiadła w świetlicy i wyciągnęła zeszyt do matematyki, chociaż nie miała zadania. Przez pół godziny rysowała przy marginesie jednakowe kwadraty.
Helena zajrzała przed końcem dyżuru.
, Słyszałam, że Jan przywiózł teatr.
, Tak.
, Chciałam ci dzisiaj wszystko spokojnie…
, Nie trzeba.
Nela nie podniosła głowy. Pani Helena postała chwilę przy stoliku, potem powiedziała, że jutro będzie od rana. Dziewczynka słuchała jej kroków, dopóki nie ucichły na korytarzu. Dopiero wtedy mocno przycisnęła ołówek. Grafit pękł i zostawił czarny ślad na palcu.
W domu Marta zastała córkę przy puszce po herbacie. Dwadzieścia sześć złotych leżało na łóżku, rozłożone na równe kupki.
, Pani Helena wyjeżdża, powiedziała Nela.
Marta usiadła na brzegu materaca.
, Wiem, że kończy pracę w tym miesiącu. Nie wiedziałam, że przeprowadza się już w sobotę.
, Wszyscy wiedzieli.
, O dacie nie wszyscy.
, Ale wszyscy wiedzieli więcej niż ja.
Marta zamknęła usta. Miała przygotowane wyjaśnienie o emeryturze i dorosłych planach. Zamiast niego podniosła z podłogi zakrętkę od flamastra i położyła ją przy zeszycie córki.
, Tak, powiedziała., Ty dowiedziałaś się za późno.
Nela opowiedziała o walizce. Potem o ceramicznym kocie i o tym, że Helena obiecała być w piątek przy lampie. Gdy doszła do okularów, głos jej stwardniał.
, Mogłam mieć prawie cały rower.
, Mogłaś.
, A ona i tak jedzie.
Marta popatrzyła na pieniądze, ale ich nie dotknęła.
, Myślałaś, że dzięki okularom zostanie?
Nela wzruszyła ramionami. Potem jeszcze raz, mocniej.
, Myślałam, że jak będzie jej łatwiej robić teatr, to będzie chciała.
Wreszcie wypowiedziała zdanie, którego nie napisała na kartce. „Na dalszy ciąg” miało znaczyć: „Proszę dalej siedzieć ze mną przy tym samym stole”. Nie przyszło jej do głowy, że ktoś może je odczytać inaczej.
Tego wieczoru powiedziała, że odwoła przedstawienie.
, Co powiesz pozostałym dzieciom?, zapytała Marta.
, Że nie zdążyliśmy.
, A zdążyliście?
, Prawie.
Matka oparła łokcie na kolanach. Z kuchni dochodziło ciche bulgotanie zmywarki.
, Nie musisz rozmawiać z panią Heleną dzisiaj. Ale zanim odwołasz pracę całej grupy, powiedz jej to, co mnie.
, To będzie brzydkie.
, Może być trudne do usłyszenia.
Nela zgarnęła monety do puszki. Jedna wpadła na kant i długo drżała przy ściance. Marta została obok, aż dziewczynka przestała płakać. Nie próbowała jej przekonać, że sobota jest daleko.
5. Dwa krzesła przy jednym stole
W środę Helena czekała w pracowni. Na stole nie było kleju ani wycinanek. Stały dwa krzesła, a pośrodku leżało bordowe etui. Marta zaprowadziła córkę pod drzwi i usiadła na ławce w korytarzu.
Nela nie zdjęła plecaka.
, Wiedziała pani już w sklepie?
, Wiedziałam.
, I wcześniej, kiedy pytałam o okulary?
, Tak.
Dziewczynka wpatrywała się w zatrzask etui.
, To mogła pani powiedzieć.
Helena złożyła dłonie. Na jednym palcu miała plaster, pod którym uwięzła drobinka niebieskiej farby.
, Mogłam. Powinnam była powiedzieć ci wprost. Za każdym razem odkładałam rozmowę na spokojniejszy dzień. A potem uznałam, że pewnie już wiesz od dorosłych.
, Nikt mnie nie zapytał.
, Wiem.
, Ja kupiłam te okulary, żeby pani mogła dalej tutaj pracować.
Helena nabrała powietrza, ale odpowiedziała dopiero po chwili.
, Ja je przyjęłam, bo chciałaś podarować mi okulary. Gdybym wiedziała, że chodzi też o zostanie, musiałybyśmy dłużej porozmawiać.
Nela szarpnęła za pasek plecaka. Chciała, żeby kobieta powiedziała, że wszystko źle zrozumiała. Że sobota dotyczy tylko odwiedzin, a Jan pomylił pudła.
, Nie chcę, żeby pani oddawała pieniądze, wyrzuciła z siebie., Tylko nie wiem, co teraz zrobić.
, Możesz jeszcze przez chwilę nic nie robić.
Helena odsunęła drugie krzesło. Tym razem Nela usiadła.
Kobieta opowiedziała jej o pokoju u siostry. Był mały, z oknem na podwórko. Na razie stały w nim dwa regały i stos doniczek. Siostry od dawna planowały wspólne mieszkanie, ale zawsze przeszkadzała praca albo zbyt krótki urlop.
, Chcę rano pić z nią herbatę bez patrzenia na zegarek, powiedziała Helena., Chcę chodzić na spacery w środku tygodnia. I chcę czasem zatęsknić za szkołą.
Nela skubała wystającą nitkę przy rękawie.
, Za mną też?
, Za tobą też.
, To może pani zostać jeszcze miesiąc.
Helena pokręciła głową. Nie uśmiechała się pocieszająco. Nela poczuła złość, ale przynajmniej tym razem wiedziała, co znaczy odpowiedź.
Przez okno dochodziło stukanie piłki o asfalt. Na przerwie ktoś zawołał czyjeś nazwisko.
, Wieża jest na panią obrażona, powiedziała w końcu Nela.
, Rozumiem. Ma prawo.
, Nie wiem, czy pojedzie w przedstawieniu.
, To już musisz z nią ustalić.
Nela przesunęła palcem po brzegu stołu. Znalazła zaschniętą kroplę kleju i spróbowała ją podważyć paznokciem.
, Może pani siedzieć na widowni? W piątek?
, Mogę. Tylko kto stanie przy lampie?
, Jeszcze nie wiem.
Przed wyjściem uzgodniły coś mniejszego niż obietnica stałego kontaktu. Po przeprowadzce Helena wyśle list z nowym adresem. Nela odpisze, kiedy będzie gotowa. Dziewczynka sama podsunęła jej etui. Helena schowała je do kieszeni kardiganu.
6. Ktoś inny może potrzymać lampę
Najtrudniej było powiedzieć grupie, że potrzebuje pomocy. Nela przez kilka tygodni rozdzielała zadania tak, żeby sama mogła poprawić wszystko po innych. Olek rysował chmury za grube, Tosia przesuwała postacie zbyt szybko, a wychowawczyni czytała początek takim głosem, jakby zapowiadała konkurs recytatorski.
W czwartek Nela postawiła drewnianą walizkę na stole.
, Potrzebuję kogoś do mechanizmu, oznajmiła.
Olek natychmiast podniósł rękę.
, Tylko delikatnie, dodała.
Chłopiec cofnął dłoń.
Nela spojrzała na puste miejsce, w którym zwykle siedziała Helena.
, Pokażę ci, co już sprawdziłam, poprawiła się., Potem możesz spróbować po swojemu.
Okazało się, że Olek potrafi rozpoznać, dlaczego sznurek schodzi ze szpulki. Jego dziadek miał w garażu stary warsztat i pozwalał mu przyglądać się naprawom. Chłopiec podłożył pod oś cienki kawałek drewna. Korbka zaczęła obracać się równo.
, Teraz wieża pojedzie bez podskakiwania, powiedział.
Nela podziękowała. Zabrzmiało to sztywno, ale Olek nie zauważył albo udawał, że nie zauważa.
Tosia zaproponowała, żeby sama zmieniała papierowe tła. Wychowawczyni zgodziła się pilnować lampy. Każdy przećwiczył swoją część. Kiedy za trzecim razem nic nie spadło, dzieci zaczęły klaskać same sobie, a Nela po raz pierwszy od wtorku roześmiała się bez natychmiastowego zawstydzenia.
Potem została sama przy zeszycie. W pierwotnej wersji bohaterka docierała do ogrodu, znajdowała przyjaciółkę i przykręcała wieżę do ziemi. Nela patrzyła na ostatnie zdanie tak długo, aż litery przestały układać się w słowa.
Skreśliła je. Dopisała inne. Potem skreśliła także to.
Helena zajrzała do pracowni, niosąc pusty karton. Zatrzymała się w drzwiach.
, Zostałaś bez zakończenia?
, Mam trzy. Żadne nie pasuje.
, Pokażesz?
Nela przyciągnęła zeszyt bliżej siebie. Dawniej bez wahania podsunęłaby go Helenie.
, Jeszcze nie.
, Dobrze. Będę w szatni.
Kobieta odeszła, a dziewczynka przez chwilę słuchała szurania kartonu o jej fartuch.
Przed wyjściem Nela zajrzała do szatni. Helena opróżniała najniższą szufladę. W jednej dłoni trzymała pojedynczy guzik, w drugiej papierową listę.
, Znalazłam zakończenie, powiedziała dziewczynka.
Helena odłożyła guzik.
, I?
, Dowie się pani jutro.
, To będę czekała.
Na korytarzu Nela minęła nową pracownicę, panią Agatę, która próbowała otworzyć magazyn niewłaściwym kluczem. Dziewczynka znała ten pęk. Wskazała klucz z zieloną osłonką.
, Ten. Tylko trzeba trochę unieść klamkę.
Drzwi ustąpiły. Nela przytrzymała je, dopóki kobieta nie weszła z pudłem. Potem pobiegła do mamy. W plecaku miała zeszyt z zakończeniem, którego nikomu jeszcze nie przeczytała.
7. Wieża rusza
W piątek płótno pachniało rozgrzanym żelazkiem. Marta pomogła rozwiesić je wcześniej, a teraz siedziała w drugim rzędzie. Obok zostawiła miejsce dla Heleny.
Nela patrzyła przez wąską szczelinę przy ścianie. Zobaczyła bordowe oprawki, zielony kardigan i dłonie spokojnie ułożone na torebce. Helena nie niosła torby z narzędziami. Nie poprawiała zasłony, nie liczyła krzeseł. Przyszła obejrzeć przedstawienie.
Dziewczynka poczuła znajomy ucisk pod żebrami.
, Gotowa?, szepnęła Tosia.
Nela sprawdziła ułożenie pierwszej postaci. Olek chwycił korbkę.
, Gotowa.
Lampa rozjaśniła płótno. Na ekranie wyrosła krzywa wieża, a na jej szczycie pojawiła się mała głowa wycięta z czarnego kartonu.
Początek poszedł dobrze. Publiczność zaśmiała się, kiedy bohaterka próbowała zabrać w podróż stół, cztery krzesła i sąsiada, który nie chciał ruszyć się ze schodów. Nela usłyszała śmiech Heleny i prawie zgubiła własne zdanie.
Potem papierowa rzeka zaczepiła się o prowadnicę.
Olek zatrzymał korbkę. Tosia pociągnęła tło, ale nie ustąpiło. Na płótnie wieża stanęła krzywo, jakby miała przewrócić się do wody.
Nela odruchowo spojrzała w stronę widowni. Helena siedziała nieruchomo. Nie widziała, co zablokowało mechanizm, i nie mogła tego naprawić ze swojego krzesła.
Dziewczynka przełknęła ślinę.
, Poczekaj, szepnęła do Tosi., Nie ciągnij.
Olek przytrzymał wieżę, a Nela wsunęła dłoń pod papierową rzekę. Jej palce rzuciły na ekran ogromny cień. Ktoś na widowni zachichotał.
, Nad wodą pojawił się bardzo dziwny most, powiedziała Nela głosem narratorki.
Tosia zakryła usta rękawem. Olek trząsł się od bezgłośnego śmiechu, ale nie puścił mechanizmu. Papier wreszcie wysunął się z prowadnicy. Dziewczynka zabrała rękę.
, Most był tylko na chwilę. Wystarczył, żeby przejechać.
Wieża ruszyła. Na widowni zapadła cisza. Nela czuła pot na plecach, a jednak następne zdanie powiedziała już spokojnie. Do końca pozostały dwie zmiany tła i spotkanie w ogrodzie.
W ostatniej scenie przyjaciółka bohaterki nie wsiadała do wieży. Zostawała w ogrodzie, żeby dokończyć sadzenie drzew. Mieszkanka wieży gniewała się, potem długo milczała. Wreszcie zapytała, którędy prowadzi droga do następnego miasta.
Przyjaciółka narysowała mapę na dnie pustej doniczki.
Nela przeczytała ostatnie zdanie, złożyła zeszyt i dała znak wychowawczyni. Lampa zgasła.
Po oklaskach dzieci wyszły przed płótno. Nela ukłoniła się między Tosią a Olkiem. Helena klaskała, pochylona lekko do przodu. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, dziewczynka uśmiechnęła się, choć miała mokre oczy.
Później Helena podeszła do drewnianej sceny.
, Dobry był ten most.
, Nie było go w zeszycie.
, Domyśliłam się.
Nela objęła ją w pasie. Tym razem nie próbowała przytrzymać jej dłużej, niż trwało objęcie.
8. Adres na odwrocie
W sobotę rano pod dom Heleny podjechał samochód Jana. Nie był już w mundurze. Miał zwykłą kurtkę i kartkę z listą rzeczy, które należało jeszcze zabrać. Nela przyjechała z mamą na krótko, tak jak umówiły się dzień wcześniej.
W przedpokoju stał ceramiczny kot z odłamanym uchem. Dziewczynka od razu go rozpoznała. Obok leżała torba z kubkami i zwinięty zielony sznurek.
, On też jedzie?, zapytała, wskazując kota.
, Oczywiście. Musi pilnować nowego parapetu.
Nela pomogła owinąć figurkę ręcznikiem. Było jej łatwiej, kiedy miała coś do zrobienia. Starannie wsunęła materiał pod odstające ucho.
Helena wręczyła jej kopertę.
, Adres jest już w środku. Żebyś nie musiała czekać na mój list.
, Ale pani napisze?
, Napiszę, jak rozpakuję stół. Najpierw muszę mieć na czym.
, Może pani na kolanie.
, Na kolanie wychodzi mi strasznie krzywo.
Nela roześmiała się krótko. Potem wyjęła z kieszeni złożoną kartkę. Narysowała na niej instrukcję obsługi drewnianej sceny, choć Helena znała ją lepiej od niej. Przy korbce dopisała uwagę Olka o podkładce pod osią.
, To dla pani. Żeby pani wiedziała, co zmieniliśmy.
Helena założyła okulary i przeczytała kartkę do końca, nie spiesząc się mimo otwartych drzwi i czekającego samochodu.
Przy pożegnaniu Nela znowu się rozpłakała. Nie tak gwałtownie jak we wtorek. Łzy spływały jej po policzkach, kiedy próbowała powiedzieć, że kot powinien stać daleko od brzegu.
Helena obiecała znaleźć mu bezpieczne miejsce. Przytuliła dziewczynkę, a potem musiała wsiąść. Jan zamknął bagażnik. Marta położyła dłoń na ramieniu córki.
Samochód skręcił za róg. Nela jeszcze chwilę patrzyła na puste miejsce przy krawężniku.
, Możemy przejść kawałek?, zapytała.
Poszły dłuższą drogą. Przy stojaku przed piekarnią stał rower podobny do tego, na który dziewczynka zbierała. Obejrzała przerzutki, nacisnęła lekko siodełko, po czym wróciła do mamy. Nadal go chciała.
W domu schowała adres Heleny do zeszytu ze sztuką. Do puszki po herbacie dołożyła monetę znalezioną w kieszeni zimowej kurtki. Potem na wieczku nakleiła nową kartkę z napisem „Rower”. Nie zakreślała daty zakupu. Na razie wystarczało, że znów zaczęła odkładać.
W poniedziałek razem z Olkiem zaniosła drewnianą scenę do pracowni. Pani Agata otworzyła drzwi zielonym kluczem. Przy stole było trochę inaczej: nożyczki leżały po lewej stronie, a na parapecie stała zwykła paprotka.
Nela zdjęła plecak. Zanim usiadła, odsunęła drugie krzesło dla Olka.
Wciąż brakowało jej Heleny. Dopiero przy tym stole odkryła, że może tęsknić i jednocześnie zabrać się do następnej historii.
Podsumowanie
Nela nie zmieniła daty wyjazdu pani Heleny. Zachowała za to jej adres, drewniany teatr i odwagę, żeby poprosić kogoś nowego o pomoc. Ich wspólna historia znalazła dalszy ciąg poza szkolną pracownią.
Źródła
Rzetelne źródła pomogły w opracowaniu i dopracowaniu tej treści.